Samochody na wodór? Sposób na „życie po Dieslu”.

0
samochody na wodór - toyota Mirai

Od dłuższego czasu słyszymy o drastycznie kurczących się zasobach ropy naftowej. Toyota znalazła sposób na „życie po dieslu”, które ma niebawem nastąpić. Samochody na wodór wydają się być przyszłością motoryzacji. Zwłaszcza, że auta na prąd nie spełniają jak dotychczas pokładanych w nich nadziei.

Technologia rodem z łodzi podwodnych

Konstruktorzy Toyoty uważają, że samochody na wodór są przyszłością motoryzacji. Okazuje się nawet, że koncern od 2013 roku ma opracowaną skuteczną technologię, która została zaczerpnięta z konstrukcji łodzi podwodnych. Co więcej – rozwiązanie to jest już produkowane na masową skalę i ochrzczono je mianem Toyota Mirai.

Samochody na wodór – konstrukcja

Do osiągnięć konstruktorów Toyoty należy zaliczyć przede wszystkim fakt, że udało im się znacząco zmniejszyć rozmiary technologii. Stosowana była dotychczas w najnowocześniejszych i konwencjonalnych łodziach podwodnych. Z tą różnicą, że tam zajmowała połowę okrętowej siłowni oraz cały dodatkowy segment kadłuba. Japończycy zamknęli ją w 4,89 metrach Toyoty Mirai.

Czytaj również: Wstrzymano prace na E 18 >>>

Magia chemii

Cały zestaw ogniw paliwowych w rzeczywistości jest małą elektrownią. Do napędzania pojazdu nie służą jednak turbiny oraz kocioł parowy, do zasilania których niezbędny jest węgiel lub ciepło reaktora atomowego. Wykorzystano w tym przypadku zwykłe reakcje chemiczne. A konkretnie – reakcję utleniania wodoru na zimno.

Mała elektrownia

Dzięki temu procesowi utleniania się wodoru na zimno istnieje możliwość bieżącej produkcji energii elektrycznej, która ma zasilać pojazd. W tym celu wystarczy dostęp do tlenu, wodoru oraz ogniw paliwowych. Inżynierowie Toyoty znacząco zmniejszyli rozmiar tej technologii, ponieważ w odróżnieniu od okrętów podwodnych, Mirai musi zabrać ze sobą wyłącznie wodór. Niezbędny tlen jest w stanie pozyskać z powietrza.

W praktyce nie jest tak kolorowo

Osiągnięcie kompaktowych rozmiarów całego układu zasilania wymagało w praktyce ogromnego kunsztu inżynieryjnego. Przede wszystkich ze względu na specyfikę wodoru. Jest to gaz uważany za bardzo niestabilny. Oznacza to w praktyce istnienia ogromnego ryzyka, że ulegnie zapłonowi. Dodatkowo cząsteczki są niewielkie, co rodziło trudności w magazynowaniu wodoru. Dlatego największym wyzwaniem była nie tylko miniaturyzacja podzespołów, ale również zaprojektowanie wyjątkowo szczelnej instalacji pozwalającej na magazynowanie tego gazu.

Czytaj także: Najczęściej używane hasła w 2018 roku >>>

Zbiorniki z włókien polimerowych

Z tego powodu zdecydowano się, by samochody na wodór wyposażone były w lekkie zbiorniki wykonane z włókien polimerowych. Mają one pojemność 122,4 litrów, w których magazynowany jest gaz pod ciśnieniem 700 barów. W celu zapewnienia jak największego bezpieczeństwa, zbiorniki poddawano najróżniejszym próbom. Chociażby np. strzelano do nich wielkokalibrowymi pociskami. Wszystko po to, by upewnić się, że w trakcie jazdy nie dojdzie do zapłonu.

Przewaga nad „elektrykami”

Należy odnotować, że samochody na wodór mają jedną wielką przewagę nad „elektrykami”. Dotyczy to głównie procesu zasilania. Toyotę Mirai napełnimy gazem w taki sam sposób, w jaki odbywa się ładowanie tradycyjnego gazu LPG. Kierowca zostanie poinformowany, że kończy mu się wodór. Wystarczy, że podjedzie na stację benzynową, nabije gaz i może ruszać dalej w trasę. Jest to miłe odróżnienie w stosunku do długotrwałego ładowania akumulatorów elektrycznych.

Nie tylko Mirai

Samochody na wodór w ofercie Toyoty nie będą ograniczały się tylko do jednego modelu. Japończycy pracują już nad wdrożeniem do oferty wodorowego SUV-a. Docelowo ma on przejechać nawet 1000 km na jednym zbiorniku. Z niecierpliwością czekamy na pierwszy prototyp!

Komentarze