Strona główna / Życie w Norwegii / Sandnes: Gdzie ogień zniszczył dom Wiesi i Zbyszka. Pomagamy bo to mogło spotkać każdego z nas

Sandnes: Gdzie ogień zniszczył dom Wiesi i Zbyszka. Pomagamy bo to mogło spotkać każdego z nas

Sandnes: Gdzie ogień zniszczył dom Wiesi i Zbyszka. Pomagamy bo to mogło spotkać każdego z nas

5/5 - (5 votes)

Sandnes: Gdzie ogień zniszczył dom Wiesi i Zbyszka. Pomagamy bo to mogło spotkać każdego z nas.

W piątkowy wieczór w dzielnicy Skaarlia w Sandnes, niedaleko Stavanger, doszło do tragedii, która zmieniła życie wielu rodzin. Ogień w jednej chwili strawił budynek mieszkalny i w błyskawicznym tempie objął kolejny. Straż pożarna otrzymała zgłoszenie o „full overtenning” – całkowitym rozgorzeniu się budynku, a walka z płomieniami trwała długo i ciężko.

Dziesiątki mieszkańców musiały zostać ewakuowane – około 50 osób musiało opuścić swoje domy, kiedy płomienie groziły kolejnym budynkom. Strażacy i służby ratunkowe robili wszystko, by opanować ogień i nie dopuścić do większej tragedii.

Ale w tej wielkiej historii wypadków i działań służb są ludzie, których nie sposób ominąć wzrokiem i sercem.

Wiesia i Zbyszek. Historia, która może spotkać każdego z nas

Wiesia i Zbyszek nigdy nie prosili o nic.
Zawsze dawali, zawsze pomagali – innym, swoim, znajomym, dzieciom w przedszkolu, sąsiadom.
Zawsze byli tam, gdzie trzeba było dobrej duszy.

Aż do piątku, kiedy ogień rozszedł się jak żywy ogień przez ich życie.

W jednej chwili stracili wszystko, co mieli – ich dach nad głową, ich rzeczy, wspomnienia, pamiątki, ciepło rodzinne.
Uratowali tylko siebie i swojego ukochanego pieska – maleńką Cindrelkę.

Wiesia wspomina tamten moment:

„Wybiegliśmy tak, jak staliśmy…
bez myśli o rzeczach, bez czasu na nic.
Uratowaliśmy życie – to jedyne, co zostało.”

Ale to nie jest tylko smutna historia o stracie rzeczy.

To historia o samotności, o byciu niewidzialnym, kiedy świat nie patrzy.

„Staliśmy tam od 18 do 23 –
bez butów, bez picia, bez koca…
jakby nas tam nie było.
Ktoś zapyta: co zrobiła komuna?
Ściana. Nic. Ani psychologa, ani słowa wsparcia.”

Nie ma słów, które oddałyby to uczucie samotności w obliczu tragedii.

Bo jeśli spojrzeć na to chłodnym okiem –
to mogło spotkać każdego z nas.

Każdego, kto buduje swój dom, swoje życie, swój spokój.
Bo pożar nie pyta, kim jesteś, skąd pochodzisz, ile masz lat –
pożar przychodzi.

To może spotkać każdego

Przeczytaj jeszcze raz:

Dom, który płonie doszczętnie, zanim zdążysz pomyśleć o swoich rzeczach.
Życie, które zostaje uratowane, ale wszystko inne znika.
Sen, który przemienia się w koszmar.

To nie jest historia zza rogu świata.
To historia z Sandnes.
Z Oslo, z Bergen, z Trondheim.
I może być z tobą.

Bo życie jest kruche, a dom może zniknąć w jednej chwili.

I wtedy pojawia się człowiek

Gdy zawiodły gesty instytucji,
gdy świat wydawał się pusty,
gdy konieczne było tylko człowieczeństwo

Pojawili się Polacy.

Ludzie, którzy zobaczyli Wiesię i Zbyszka.
Nie jako statystyki.

Nie jako kolejny numer przypadku.

Lecz jako swoich.

Rodacy przyjechali, przywieźli coś do picia, coś ciepłego, coś ludzkiego.
Otworzyli drzwi swoich domów.
Zaproponowali pomoc bez rozgłosu, bez oczekiwań.
Po prostu – pomogli.

Bo my pomagamy nie dlatego, że musimy.
My pomagamy dlatego, że chcemy.

Zbiórka, która może zmienić ich życie

Dla Wiesi, Zbyszka i pieska Cindrelki została uruchomiona zbiórka pieniędzy –
nie dlatego, że tak trzeba…

ale dlatego, że życie po pożarze to nie koniec drogi.
To początek odbudowy.

👉 Pilna pomoc dla pogorzelców
https://www.spleis.no/project/478050

Ta zbiórka to szansa, by wspólnie pokazać, że ludzkie serce jest większe niż ogień.

Bo to mogło spotkać każdego z nas

Nie dlatego, że inni są źli.
Ale dlatego, że świat bywa przewrotny.

Może to spotkać mnie.
Może to spotkać ciebie.
Może to spotkać nas wszystkich.

I wtedy to, co zostanie po tragedii, to nie są pieniądze.
To ludzie, którzy podadzą rękę.