Strona główna / Życie w Norwegii / The Voice Senior – historia Roberta Ziętary

The Voice Senior – historia Roberta Ziętary

The Voice Senior – historia Roberta Ziętary

Oceń artykuł

The Voice Senior – historia Roberta Ziętary.

To nie jest zwykły występ w telewizji.
To nie jest zwykły „program dla seniorów”.

To jest historia człowieka, który – jak sam mówi – „odważył się zostać tetrykiem z dyplomem”.

Robert Ziętara – artysta, malarz, twórca replik, projektant ogrodów, człowiek z ogromnym doświadczeniem życiowym – stanął na scenie The Voice Senior. I zrobił coś, na co wielu nie ma odwagi w wieku 20, 30 czy 40 lat – wrócił do marzenia sprzed lat.

Prywatna historia Roberta – ta, o której nie mówi się na scenie

Za uśmiechem i autoironią kryje się trudne doświadczenie. Robert w rozmowie otwarcie przyznał, że jego wyjazd z Polski nie był przypadkiem ani planem na lepsze życie. To była ucieczka po osobistej tragedii – zabito jego brata. Jak sam powiedział: „nie ma innego tłumaczenia”. Dostał bilet w jedną stronę i wyjechał.

Muzyka była w jego życiu od zawsze. W młodości miał zespół, śpiewał, próbował budować swoją drogę artystyczną. Jednak życie przerwało ten rozdział. Przez lata śpiew został gdzieś w tle – przykryty codziennością, emigracją, odpowiedzialnością.

Dziś Robert jest ojcem. Ma 16-letniego syna, z którym przeżywa jego pierwsze młodzieńcze emocje i miłosne dramaty. Ma córkę, która kończy studia artystyczne i rozwija się muzycznie. Jak mówi – mimo że formalnie jest „seniorem”, ma jeszcze mnóstwo spraw do ogarnięcia i ludzi, dla których jest potrzebny.

Podkreśla też, że Norwegia dała mu coś bardzo ważnego – spokój. Przestrzeń do zatrzymania się, do refleksji, do powrotu do siebie. Bez ciągłego lęku o jutro. Bez presji.

Udział w „The Voice Senior” nie był więc tylko telewizyjną przygodą. Był powrotem do chłopaka, który kiedyś śpiewał w zespole. Był próbą zamknięcia pewnego rozdziału i otwarcia nowego. I – jak sam mówi – był też terapią.

Bo czasem, żeby iść dalej, trzeba wrócić do tego, kim się było.

🎶 Śpiew, który zaczął się dawno temu

Robert nie trafił tam przypadkiem.
Śpiewał już w młodości. Miał zespół. Tworzył. Marzył.

Życie jednak napisało trudny scenariusz – dramat rodzinny, emigracja, nowy start. Muzyka zeszła na dalszy plan. Ale nie zniknęła.

Właśnie dlatego udział w programie był czymś więcej niż tylko telewizyjną przygodą. To był powrót do części siebie.

🧠 Aktywizacja – nie modne słowo, a realna potrzeba

W rozmowie padło jedno bardzo ważne zdanie:

„Mamy mało czasu. Za dużo energii poświęcamy na przygotowanie do życia, a za mało na samo życie.”

Programy takie jak The Voice Senior mają sens.
Bo pokazują, że:

  • senior ≠ koniec aktywności

  • wiek ≠ ograniczenie marzeń

  • scena ≠ tylko dla młodych

Robert mówi wprost – stres, emocje, wspólne przeżycia łączą ludzi jak „brothers in arms”. To nie jest telewizyjna przyjaźń na pokaz. To wspólnota doświadczenia.

 Norwegia jako przestrzeń spokoju

W rozmowie wybrzmiało też coś ważnego dla naszej Polonii.

Robert podkreśla, że Norwegia daje przestrzeń do wyhamowania.
Nie czujesz ciągłego zagrożenia. Możesz się zatrzymać i zadać sobie pytanie:

Kim jestem?
Co jeszcze chcę zrobić?

To bardzo w norweskim stylu – aktywność do późnych lat życia. Tu 70-latek pracujący jako elektryk nikogo nie dziwi. Tu senior dostaje gazetę z propozycjami zajęć. Tu wiek nie oznacza wykluczenia.

🎨 Artysta wielu talentów

Robert to nie tylko śpiew.

  • uznany malarz

  • twórca replik historycznych

  • człowiek wpisany do międzynarodowych publikacji artystycznych

  • ojciec utalentowanej wokalistki związanej z londyńską akademią

  • tata 16-latka, z którym przeżywa pierwsze miłosne dramaty

I właśnie to jest piękne – można być „seniorem”, a jednocześnie mieć życie w pełnym biegu.

❤️ Finał w Walentynki

Finał programu odbywa się 14 lutego – w Dniu Zakochanych.
Symbolicznie.

Bo to nie tylko śpiew o miłości.
To dowód, że można zakochać się ponownie – w życiu, w scenie, w marzeniu.

💬 Najważniejsza myśl z tej rozmowy

Nie chodzi o kalendarz.
Nie chodzi o liczbę lat.
Chodzi o to, czy masz jeszcze po co wstawać rano.

Robert ma.
I dlatego jest w finale.

Jeśli chcecie zobaczyć, jak wygląda prawdziwa energia „tetryka z dyplomem” – oglądajcie finał The Voice Senior.

A my?
My kibicujemy.

Bo takie historie są nam – Polonii w Norwegii – bardzo potrzebne.

Kim jest Robert Ziętara?

Robert Ziętara to artysta mieszkający w Norwegii – malarz, twórca replik historycznych i pasjonat muzyki. W młodości śpiewał w zespole, a po latach wrócił do swojej pasji, występując w programie „The Voice Senior”. Jego historia pokazuje, że marzenia nie mają daty ważności.

Dlaczego udział w „The Voice Senior” był dla niego tak ważny?

To nie był tylko występ w telewizji. To był powrót do siebie sprzed lat. Udział w programie stał się symbolem odwagi, aktywności i pokazaniem, że nawet po 60. roku życia można zaczynać nowe rozdziały. Dla wielu osób starszych to również sygnał, że nie są „na marginesie”, lecz wciąż w centrum życia.

Czy wiek naprawdę ma znaczenie w realizowaniu marzeń?

Metryka to tylko liczba. To, co naprawdę ma znaczenie, to energia, cel i powód, dla którego rano wstajemy z łóżka. Historia Roberta pokazuje, że pasja, rozwój i aktywność mogą trwać całe życie – a czasem nawet zaczynają się na nowo właśnie wtedy, gdy inni myślą, że „to już za późno”.

Co oznacza słowo „tetryk”?

„Tetryk” to potoczne określenie starszego mężczyzny. Najczęściej używane jest w kontekście żartobliwym i oznacza osobę z dużym życiowym doświadczeniem, czasem trochę marudną lub zdystansowaną do świata. W rozmowie z Robertem Ziętarą słowo to zostało użyte autoironicznie – z przymrużeniem oka.