Grzegorz Gucwa – Polak, który pokonał Badwater. Gratulacje!

1
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pamiętacie Grzegorza Gucwę? To pierwsza osoba z Norwegii i jeden z niewielu Polaków, jaki zakwalifikował się do Badwater – najcięższego ultramaratonu na świecie. W wywiadzie udzielonym dla Radio Wataha 29. czerwca przyznał, że jego celem jest nie tylko przeżyć, ale i ukończyć ten bieg (wywiad przeczytasz >>>TUTAJ<<<). Zadanie to zrealizował w 100%. Dzisiaj pytamy go o wrażenia z tego wyzwania.

Polub nas na Facebooku!

Michał Nielub: Podczas naszej ostatniej rozmowy zapewniał Pan, że zamierza nie tylko przeżyć bieg w Badwater, ale go również ukończyć. Jak widać – udało się. Było ciężko?

Grzegorz Gucwa: Tak, było ciężko, chwilami bardzo ciężko.

Tak jak wspominałem przed biegiem, moje szanse były tylko odrobinę większe od zera. Sam nigdy nie byłem sportowcem, a moje bieganie od 2009 roku miało przede wszystkim formę hobby i stanowiło pozytywny sposób spędzania wolnego czasu. W Dolinie Śmierci byłem jedna z 99 osób zaproszonych z całego świata do udziału w biegu Badwater, wielu z nich jest zawodnikami światowej czołówki biegów ultra. Moje szanse były większe od zera, dlatego zdecydowałem się spróbować. Dobiegłem do mety najtrudniejszego ultramaratonu na świecie. Jestem bardzo szczęśliwy. Po raz koleny udało mi się przesunąć granice moich możliwości.

Premiera Mission Impossible w świetle księżyca >>>

Pogoda była tak mordercza, jak o zapowiadano?

Dokładnie tak. A może jeszcze bardziej mordercza, niż zazwyczaj. Bieg Badwater w 2018 roku był najgorętszym rokiem w historii rozgrywania tych zawodów. Każdego dnia przed biegiem i w czasie biegu podawano ostrzeżenia przed ekstremalnie wysokimi temperaturami i zalecano pozostawanie w klimatyzowanych pomieszczeniach lub pojazdach. Temperatura dochodziła do 53 stopni celsjusza w dzień i nie spadła poniżej 42 stopni w nocy.

Polacy są niezwykli: Dominika “Domika” Łuczyńska – polski wokal w Norwegii >>>

Czy była chwila zwątpienia w to, że ukończy Pan ten bieg?

Było wiele takich chwil, szczególnie podczas pierwszego dnia, kiedy po nocnym biegu, w trakcie którego udało mi sie pokonać około 80km, wzeszło slonce. Nigdy nie przeżyłem podobnego żaru lejącego się z nieba. W połaczeniu z 25 kilometrowym podejściem ze Stovepipe Wells na wysokość 1600m do Town Pass było naprawde trudno. Na szczęście towarzyszącej mi ekipie wspierającej udawało się doprowadzić mnie raz po razie do „stanu używalności”.

Wszyscy dobiegli do mety?

Ekstremalnie wysokie temperatury wyeliminowały z biegu wielu znakomitych biegaczy, m.in. Peta Kostelnicka, zeszłorocznego zwycięzce i rekordzistę trasy czy Marschala Ulricha, który ukonczył ten bieg 20 razy (!). Do mety dotarło 69 z 99 zawodników.

Jaki moment był najcięższy?

Myślę, że najcięższy był zbieg z Town Pass i pokonywanie doliny prowadzącej do kolejnego podejścia z Panamint Springs do Fader Crowley. Było jak w piecu, dodatkowo jakby ktoś ustawił przed twarza kilka suszarek do włosów ustawionych na maksymalną moc. To najbliższe porównanie, jakie przychodzi mi do głowy. Na tym odcinku około 20 kilometrowym moja ekipa musiała się zatrzymywać co 1-1,5 km, żeby zapobiegać przegrzaniu ich biegacza. To byłoby równoznaczne z zakończeniem biegu.

Polacy są niezwykli: Przemysław Kaca – człowiek o wielkim sercu >>>

Co bardziej przeszkadzało w biegu – upał czy psychika?

Upał był wielkim wyzwaniem i mimo, że „od zawsze” o tym wiedzieliśmy, to jednak to co zastaliśmy w Dolinie Śmierci trudno było sobie wyobrazić przed przybyciem. Długie, kilkunasto – kilkudziesięciokilometrowe odcinki proste były rownież sporym wyzwaniem, ponieważ można było biec kilka godzin i wizualnie nie zbliżyć się do końca prostej ani odrobinę.

Na którym miejscu ukończył Pan Badwater?

Bieg ukonczyłem na 61. miejscu.

Polacy są niezwykli: Marcin Kisielewski – człowiek, który pokochał kiszonki >>>

Udało się zawrzeć jakieś interesujące znajomości?

Całe mnóstwo! „Współbiegacze” z Doliny Śmierci to niesamowici ludzie. Każdy trzyma kciuki za innych, ekipy pomagają przede wszystkim swoim, ale i innym zawodnikom. Największa walka toczy się przede wszystkim przeciw lejącemu się z miejsca żarowi i myślę, że każdy z nas, sam sobie był swoim największym przeciwnikiem. Wielu ludzi po raz kolejny przesunęło granice swoich możliwości poza to co do tej pory uważali za możliwe.

Gratulujemy z całego serca. Już sam fakt, że zakwalifikować się do Badwater nam zaimponował. Dzieco dopiero ukończyć taki bieg!

Dziękuję.

[caldera_form id=”CF5b50935b6dd27″]

Komentarze

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Wpisz swoje imię