Strona główna / Polacy w Norwegii / Polski producent muzyczny w Norwegii: „Ludzie mają dema w telefonach, ale nie wiedzą, jak zamienić je w prawdziwą piosenkę”

Polski producent muzyczny w Norwegii: „Ludzie mają dema w telefonach, ale nie wiedzą, jak zamienić je w prawdziwą piosenkę”

Polski producent muzyczny w Norwegii: „Ludzie mają dema w telefonach, ale nie wiedzą, jak zamienić je w prawdziwą piosenkę”

5/5 - (1 vote)

Polski producent muzyczny w Norwegii: „Ludzie mają dema w telefonach, ale nie wiedzą, jak zamienić je w prawdziwą piosenkę”

Norweska scena muzyczna coraz mocniej otwiera się na młodych producentów, którzy nie szukają rozgłosu przed kamerą, ale stoją za tym, co najważniejsze – za brzmieniem, emocją i finalnym kształtem utworu. Jednym z takich ludzi jest Jan Piotr Laszczyk – 26-letni polski producent muzyczny działający w Oslo.

W rozmowie z Radiem Wataha opowiedział o pracy z artystami, tworzeniu muzyki od zera, współczesnej branży muzycznej, sztucznej inteligencji i o tym, dlaczego wielu ludzi ma talent, ale nigdy nie robi kolejnego kroku.

„Przychodzisz z pomysłem. Ja pomagam zrobić z niego piosenkę”

Jan nie określa siebie jako osoby od promocji, koncertów czy prowadzenia kariery artysty. Jak sam mówi – jego miejsce jest trochę z tyłu branży.

To właśnie on jest człowiekiem siedzącym przy komputerze w studiu, kiedy artysta nagrywa wokale.

– Ludzie często mają zapisane fragmenty tekstów w telefonie, jakieś melodie, notatki głosowe albo demo nagrane w domu. Problem polega na tym, że nie wiedzą, jak zrobić z tego pełnoprawny utwór. I właśnie wtedy trafiają do mnie – mówi Jan.

Proces pracy wygląda różnie. Czasami producent dostaje bardzo surowy materiał i buduje wszystko praktycznie od początku. Innym razem demo jest już mocne i wystarczy wybrać najlepsze elementy.

– Rozbieram utwór na części. Wybieram rzeczy, które są naprawdę dobre, a resztę budujemy od nowa albo dopracowujemy wspólnie. Czasami zostaje topline i perkusja, a wszystko inne zmieniamy – tłumaczy.

Produkcja muzyczna to nie tylko „zrobienie bitu”

W rozmowie pojawił się też temat tego, kim dziś właściwie jest producent muzyczny. Wielu osobom kojarzy się on z menadżerem prowadzącym artystę za rękę, organizującym koncerty i promującym gwiazdy.

Jan jasno oddziela te role.

– Ja jestem bardziej jak reżyser filmu. Przychodzisz z pomysłem, a ja pomagam zrobić z niego gotową piosenkę. Marketing, booking czy promocja to już inne osoby – wyjaśnia.

Jednocześnie podkreśla, że wielu młodych artystów popełnia ten sam błąd.

Nagrywają utwór, wrzucają go na Spotify i… na tym kończą.

– Bardzo dużo osób skupia się wyłącznie na samej produkcji muzyki, ale nie robi nic wokół tego. Nie ma promocji, wizualizacji, strategii, regularności. A dziś to wszystko ma ogromne znaczenie – mówi.

AI w muzyce. „Ludzie zaczynają słyszeć różnicę”

Duża część rozmowy dotyczyła sztucznej inteligencji i tego, jak zmienia ona branżę muzyczną.

Dziś wygenerowanie całej piosenki przez AI trwa kilka sekund. Można stworzyć wokale, melodię, aranżację i gotowy utwór praktycznie bez studia nagrań.

Jan nie ukrywa, że branża bardzo mocno obserwuje ten kierunek.

– AI jest coraz lepsze. Firmy i marki będą z tego korzystać, bo to po prostu tańsze. Szczególnie przy muzyce komercyjnej czy reklamowej – mówi.

Jednocześnie uważa, że słuchacze zaczynają już powoli odróżniać muzykę tworzoną przez człowieka od tej generowanej automatycznie.

– Wydaje mi się, że ludzie zaczynają się tym trochę przesycać. Coraz częściej słychać, że coś jest „za perfekcyjne”, trochę robotyczne. I myślę, że za kilka lat jeszcze bardziej wróci potrzeba prawdziwości i autentyczności – dodaje.

W rozmowie padło też porównanie do rękodzieła i pracy wykonywanej własnymi rękami.

Tak samo jak w wielu branżach bardziej docenia się dziś prawdziwy kunszt niż automatyzację, tak samo może stać się z muzyką.

„Nie bój się wysłać swojego demo”

Jednym z najważniejszych momentów rozmowy był apel Jana do młodych ludzi, którzy tworzą muzykę, ale boją się pokazać ją światu.

– Jest bardzo dużo osób, które mają gotowe dema i boją się je wysłać komukolwiek. A najważniejsze jest właśnie to, żeby próbować. Jeśli ktoś tego nie polubi – trudno. Ale trzeba się odważyć – mówi.

Producent podkreśla, że można wysłać nawet bardzo surowe nagranie wykonane w domu.

Najważniejszy jest potencjał, emocja i wokal.

– Wokale są kluczowe. Resztę można poprawić, nagrać od nowa, przebudować. Jeśli dostanę demo i usłyszę w nim coś ciekawego, to zaproszę taką osobę do studia i nagramy wszystko profesjonalnie jeszcze raz – tłumaczy.

Polonia w Norwegii ma swoich artystów

Podczas rozmowy pojawił się również temat polskiej sceny muzycznej w Norwegii. Radio Wataha od lat pokazuje twórców działających na emigracji – zarówno zespoły rockowe, jak i solowych wykonawców.

Padły nazwy takich projektów jak Dymol, Fryd, Napad czy Rockit.

Jan przyznaje, że nie zna jeszcze całej polonijnej sceny, ale chętnie chce ją poznawać i współpracować z kolejnymi artystami.

To ważny sygnał dla wielu osób mieszkających w Norwegii, które tworzą muzykę po godzinach, nagrywają w domach albo od dawna noszą się z pomysłem stworzenia własnego materiału.

Studio nagrań w Oslo i współpraca z artystami

Rozmowa została nagrana w studiu UPN w Oslo. Jak wyjaśnia Jan, w budynku znajduje się kilka profesjonalnych studiów nagraniowych, a w razie potrzeby możliwe jest również organizowanie przestrzeni do nagrań całych zespołów.

Producent zajmuje się kompleksową produkcją muzyczną:

  • nagrywaniem wokali,
  • produkcją utworów,
  • miksowaniem,
  • masteringiem,
  • przygotowaniem finalnego brzmienia.

Koszt współpracy zależy od skali projektu.

– Wszystko zależy od tego, jak rozbudowana jest produkcja i ile czasu wymaga. Jeśli tworzymy pełny utwór od zera, z nagraniem wokali, miksem i masteringiem, to ceny zaczynają się od około tysiąca koron i mogą sięgać nawet dwudziestu tysięcy – tłumaczy.

„Jeśli muzyka jest twoją pasją – próbuj”

Na zakończenie rozmowy Jan zostawił prosty przekaz do wszystkich ludzi tworzących muzykę.

– Jeśli naprawdę lubisz muzykę i czujesz do niej pasję, to próbuj zrobić z tego coś więcej. To trudna branża, ale jeśli to kochasz, to warto próbować – mówi.

I być może właśnie takich ludzi potrzebuje dziś polonijna scena w Norwegii najbardziej. Nie tylko tych, którzy marzą o sławie, ale tych, którzy chcą tworzyć coś prawdziwego.

Kontakt do Jana Piotra Laszczyka

📞 Telefon: 968 32 301
🇳🇴 Numer norweski: +47 968 32 301
📸 Instagram: @whereflackoat

Nauka norweskiego – frazy z branży muzycznej

  • innspillingstudio – studio nagrań
  • musikkprodusent – producent muzyczny
  • vokalinnspilling – nagrywanie wokalu
  • lydmiksing – miksowanie dźwięku

Czy można wysłać Janowi tylko demo nagrane telefonem?

Tak. Jan podkreśla, że wiele dobrych pomysłów zaczyna się od prostych nagrań wykonanych w domu lub telefonem.

Czy Jan zajmuje się promocją artystów?

Nie. Jego główną rolą jest tworzenie i produkcja muzyki. Może doradzić w kwestii promocji, ale nie prowadzi managementu artystów.

Czy AI zastąpi producentów muzycznych?

Zdaniem Jana AI będzie coraz mocniejsze, ale słuchacze nadal będą szukać autentyczności, emocji i prawdziwego brzmienia tworzonego przez ludzi.
Steve Joobs

Założyciel i redaktor naczelny Radia Wataha oraz portalu Wataha.no. Od blisko 20 lat mieszka w Norwegii, gdzie aktywnie działa na rzecz Polonii, łącząc ludzi, instytucje i rzetelne informacje w jednym miejscu.

Steve Joobs (Łukasz Pawłowicz) – Twórca medium, które od 2017 roku bez wsparcia dotacji informuje, pomaga i integruje Polaków w Norwegii – od spraw urzędowych i prawa pracy, po życie codzienne i wydarzenia społeczne.

Znany z bezpośredniego stylu i podejścia „bez ściemy” – stawia na konkret, wiarygodne źródła i realną pomoc. Radio Wataha i Wataha.no to dla niego nie projekt, tylko misja i odpowiedzialność wobec ludzi.

Na co dzień rozwija radio, prowadzi audycje i wywiady oraz tworzy treści, które mają sens i wartość dla Polaków mieszkających za granicą.