Pogoda w:

Oslo

Brak opadów
Dziś 4
Jutro 6
default avatar
Lukasz Pawlowicz
04.09.2018

Polacy są niezwykli: Paweł Tarczyński od braci mniejszych

Można pomagać ludziom, a równie dobrze i zwierzętom. Chociaż większość akcji ratunkowych skierowana jest do psów lub kotów, to okazuje się, że również na pomoc zasługują gryzonie. Najlepszym przykładem jest Paweł Tarczyński – inicjator i założyciel Fundacji Ogony.

Niezwykła historia

Paweł w zasadzie od dziecka jest związany z ratowaniem zwierząt. W jego rodzinnym domu zwierząt się nie kupowało, tylko przygarniało te niechciane ze schroniska. Jego kołyski pilnowała suczka ratlerka – Mika – która spędziła z rodziną 19 lat. Zresztą, zarówno on, jak i jego brat, zawsze mieli pod opieką jakieś zwierzęta. Co więcej – dziadek chodził z dzikiem na smyczy, co nie należy do częstych widoków.

Czytaj także: Frytt – polski raper na emigracji >>>

Zaczęło się od Jezuska

Na szyi ma dzisiaj wytatuowanego szczurka. Symbolizuje on nie tylko miłość do gryzoni, ale przede wszystkim przedstawia Jezuska, od którego ta miłość się zaczęła. Jezusek trafił do Pawła ze sklepu zoologicznego. Pierwotnie miał posłużyć jako pokarm dla węża, ten jednak nie chciał go zjeść. Właściciele sklepu wychodzili z założenia, że nie hodują tam zwierząt, tylko nimi handlują. Pracująca tam znajoma Pawła zapytała go, czy nie przygarnie Jezuska do siebie.

Przeczytaj rozmowę z Pawłem

Jak to się stało, że zacząłeś się opiekować niechcianymi zwierzętami?

W moim domu zawsze były zwierzęta. Mojej kołyski pilnowała suczka imieniem Mika która spędziła w moim domu 19 lat, a była ratlerkiem ze schroniska. Zarówno ja jak i bracia mieliśmy też inne mniejsze zwierzaki – chomiki, świnki morskie, papugi itp. W moim rodzinnym domu zwierząt nigdy się nie kupowało, tylko przygarniało te niechciane.

Czytaj także: Stella Strzemecka o emigracji >>>

Gdy byłem już starszy, trafił do mnie pierwszy szczur, którego nazwałem “Jezusek”. Na początku ktoś go przyniósł do sklepu zoologicznego, w którym pracowała moja znajoma. Niestety szczur nie mógł tam zostać, gdyż w sklepie tym nie trzymano na stałe zwierząt. Ten maluch był tak inteligentny, że za jego „namową” zacząłem pomagać różnym małym gryzoniom przyjmując je na tak zwany dom tymczasowy i szukając im nowych opiekunów.

W 2012 wpadłem na pomysł utworzenia pierwszej i jak na razie jedynej w Polsce fundacji zajmującej się tylko i wyłącznie gryzoniami. Jednak nie odmawiam pomocy też innym zwierzakom. Miałem już pod swoją opieką psy, jeże, ptaki oraz wiele innych.

Tatuaż szczura, jaki masz na szyi, jest symboliczny? Jaka jest jego historia?

Tak jest to pewnego rodzaju hołd dla zwierząt które mnie odmieniły. Zawsze je kochałem, nigdy przedtem jednak nie były dla mnie priorytetem. Dzięki jednemu małemu szczurkowi z imprezowicza zamieniłem się w faceta, który pracuje po 12-15 godzin 7 dni w tygodniu by mieć za co utrzymać zwierzęta.

Czytaj także: Marcin Kisielewski – człowiek, który pokochał kiszonki >>>

Obecnie tworzysz Azyl dla małych zwierząt. Przeniosłeś się w tym celu z Krakowa na wieś. To była dobra decyzja? Jak idą prace nad azylem?

Gryzonie tak naprawdę nie odczuły zmiany. Nie ważne czy w Krakowie czy teraz na wsi – zawsze miały duże klatki. Króliki i świnki morskie oprócz dużych klatek zyskały wybiegi zewnętrzne i warzywa z własnego ogródka. Największą zmianę odczuły psy będące pod moją opieką, bo zamiast spacerów na smyczy po mieście mają 35 arów własnego ogródka i las dookoła domu.

Pewnie o tym czy była to dobra decyzja będę mógł powiedzieć za kilka lat. Na chwilę obecną widzę zadowolone i zdrowsze zwierzaki, które mają swój kąt i świeże powietrze.
Prace nad azylem idą bardzo powoli, gdyż sama przeprowadzka pochłonęła wszystkie moje oszczędności. Na szczęście szybko znalazłem pracę i mogę powoli odkładać pieniądze na realizację moich marzeń.

Iloma i jakimi zwierzętami obecnie się opiekujesz?

Liczba ta się stale zmienia. Jedne zwierzaki trafiają na na chwilę, inne zaś zostają u nas do końca swoich dni. Na chwilę obecną staram się nie przekroczyć liczby 250 sztuk ponieważ wiem, że na utrzymanie tylu zwierzaków mnie stać. Pod swoją opieką mam psy, chomiki, myszoskoczki, świnki morskie, szczury, koszatniczki oraz króliki. Bywają też inne gryzonie.

Czytaj także: Przemysław Kaca – człowiek o wielkim sercu >>>

Prowadzisz Fundację Ogony. Kiedy powstała? Ilu członków obecnie zrzesza?

Fundacja Ogony powstała w 2012 roku. Fundacja w przeciwieństwie do stowarzyszeń ma niewielu członków, a opiera się na działaniach wolontariuszy. W samej fundacji są 4 osoby. Dwoje członków zarządu (odpowiedzialnych za „papierologię”) i dwoje w radzie fundacji, która jest organem doradczym. Jeśli chodzi o wolontariuszy – ciężko to określić, gdyż są osoby które pomagają w jednorazowych akcjach, chociaż są i tacy, którzy pomagają nam w miarę regularnie. Myślę, że średnio w roku korzystamy z pomocy 20-30 osób z zewnątrz.

Ratowanie niechcianych szczurów może wzbudzać skrajne emocje – chociażby z powodu fobii części ludzi. Z jakimi opiniami najczęściej się spotykasz? Ludzie na ogół Cię wspierają czy namawiają do tego, byś dał sobie spokój?

Jeszcze nie spotkałem się z negatywną opinią ze strony osoby mającej fobię. Jednak bardzo często słyszę „Ratujesz szczury? Pomógł byś biednym dzieciom”. Jak najbardziej zgodzę się z tym, że dzieciom również należy pomagać. Problem w tym, że organizacji tego typu są tysiące, zaś tych pomagających małym zwierzętom – jak na razie tylko jedna.

Próbuje pomóc zwierzętom, które same nie są w stanie sobie poradzić. Często też trafiam na krytykę tak zwanych ludzi ze środowiska, czyli osób które robią to samo co ja. My w fundacji wszystko co robimy, to robimy bezpłatnie. Staramy się też pokrywać koszty z własnych kieszeni, a zbiórki organizujemy tylko sytuacji, gdy wydatki przekraczają nasze możliwości. Dla nas po prostu jest to pasją, a nie pracą.

Dlaczego warto ratować zwierzęta?

Są tylko, a może aż dwa powody: po pierwsze jesteśmy odpowiedzialni za wszystko co oswoiliśmy, a po drugie to spojrzenia zwierząt uratowanych. Są warte więcej niż wszystkie pieniądze świata.

Na zakończenie – chciałbyś coś przekazać Polonii w Norwegii?

Pamiętajcie – nie ważne gdzie jesteście, nie ważne co robicie – żyjcie tak, byście mogli być dumni sami z siebie.

Rozmawiał Michał Nielub.

 

Strona internetowa Fundacji Ogony >>>

Profil Fundacji Ogony na Facebook >>>

Oceń artykuł
0 / 5.0 0 ocen
default avatar
Lukasz Pawlowicz 04.09.2018

Dołącz do dyskusji

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *