Paweł Maj – autor książek dla dzieci [POLACY SĄ NIEZWYKLI]

0
Paweł Maj

Paweł Maj jest autorem książek dla dzieci. Część z nich ma charakter terapeutyczny, inne z kolei mają zapewniać przede wszystkim rozrywkę. Tak jest w przypadku jego najnowszego dzieła Tosia w tarapatach, o której pisaliśmy na łamach naszego portalu. Pisarz zgodził się odpowiedzieć na kilka pytań od Radio Wataha.

Od jak dawna Pan pisze?

Pierwszą moją książkę „Przygody Niezwykłych Bohaterów” wydałem w 2016 roku. W 2017 roku uczestniczyłem w projekcie książki charytatywnej „Gwiezdne marzenia”, do której napisałem opowiadanie „Gostek-Kostek”. Wszystkie te bajki poruszały trudne tematy z punktu widzenia dziecka, odnosiły się do jego emocji. Taki był ich cel, gdyż były to bajki terapeutyczne, mające na celu wsparcie najmłodszych w ich (nie)codziennych trudnościach.

W tamtym roku zacząłem pisać scenariusze przedstawień do przedszkolnych teatrzyków oraz jednocześnie wymyśliłem postać Tosi. Po niedługim czasie miałem już w zarysie kilkanaście opowiadań. W październiku, wraz z Wydawnictwem Skrzat, wydałem „Tosię w tarapatach”, która jest pierwszym zbiorem opowiadań o przygodach tej małej dziewczynki. Mogę zdradzić, że kolejna część pojawi się na rynku na początku 2019 roku, a prace nad dalszymi jej przygodami są zaawansowane.

Dlaczego akurat tematyka dziecięca?

Przede wszystkim lubię dzieci. Lubię z nimi pracować, rozmawiać i się bawić. Moim natchnieniem jest własne dziecko. Pomimo, iż córka nigdy nie spotkała zombie, czy chochlika, słyszałem od niej o duchu ze szkolnej łazienki.

Ile książek w sumie Pan już napisał? Czy wszystkie poświęcone są tematyce dziecięcej?

Tak jak już wspominałem, jestem autorem bajek terapeutycznych „Przygody Niezwykłych Bohaterów” oraz opowiadania „Gostek-Kostek” w książce charytatywnej „Gwiezdne Marzenia”.

Obie pozycje dedykowane są dzieciom ale są zdecydowanie poważniejsze. „Przygody…” to zbiór 10 bajek terapeutycznych poruszających problemy takie jak adopcja, dziecięcy strach, złość, przeprowadzka czy pierwsze pójście do przedszkola. Mają za zadanie wspomagać najmłodszych w zrozumieniu trudnych dla nich emocji, identyfikacji z bohaterem co ułatwia rozmowę o problemie. „Gwiezdne Marzenia”, tworzone wraz z wieloma wspaniałymi osobami, powstały po to aby dzieci w szpitalach, hospicjach i domach dziecka otrzymały podobne wsparcie, którego niekiedy im brakuje.

Czym się Pan jeszcze zajmuje? Co Pan jeszcze pisze, a może tworzy, rysuje etc.?

Swego czasu malowałem na drewnie, ale obecnie już się tym nie zajmuję. Poświęciłem się pisaniu, gdyż w wolnych chwilach to lubię robić najbardziej.

Z której książki jest Pan najbardziej zadowolony?

Powinienem powiedzieć, że ze wszystkich, jednak z perspektywy czasu widzę, jak zmienił się mój warsztat. „Tosia…” jest moim oczkiem w głowie… Oczywiście mówię tak, kiedy córka nie słyszy.

Skąd pomysły na fabułę i bohaterów? Inspirowane życiem, własnymi doświadczeniami czy twórczością innych pisarzy?

Inspiracją do napisania „Tosi w tarapatach” była moja własna córka. A w zasadzie ona i jej przyjaciele. Słuchając wielokrotnie opowiadanych przez nich niestworzonych historii, wymyślanych zdarzeń czy obserwując prześmieszne zabawy z udziałem zombie, duchów i potworów wpadłem na pomysł stworzenia takich właśnie opowiadań. Trochę strasznych, trochę śmiesznych, z jednej strony nierzeczywistych, z drugiej zaś na tyle prawdopodobnych dla dziewięciolatka, żeby warto było opowiedzieć o nich dalej kolegom. Chciałem aby Tosia była zwyczajną dziewczynką, jakich wiele, za to z niespotykanymi tarapatami depczącymi jej wciąż po piętach.

Jacy pisarze wywarli na Pana największy wpływ?

Czytam dużo książek różnych gatunków, więc ciężko jest mi odpowiedzieć na to pytanie. Przy dobrej lekturze cudownie jest się głośno pośmiać, wystraszyć odrobinę czy rozpłakać ze wzruszenia. Tak samo łatwo jest mi się przenieść do krainy goblinów i czarownic jak podróżować po wąskich i krętych uliczkach Barcelony. Każda książka miała na mnie wpływ i może właśnie dlatego staram się, aby pisane przez mnie historie wzbudzały w czytelniku najróżniejsze emocje i pozwalały odkrywać samego siebie.

Lubił Pan czytać książki w dzieciństwie? Które z nich zapadły najbardziej w pamięci?

Tak, lubiłem czytać książki będąc dzieckiem. Szczególnie upodobałem sobie serię A. Szklarskiego o przygodach Tomka. W tego odważnego i pomysłowego chłopca, który podróżował po całym świecie mogłem się bez problemu wcielić siedząc na tapczanie w swoim pokoju w starym bloku na szarej warszawskiej Pradze. Wyobraźnia szalała, a godziny zamieniały się w minuty… Wyznacznik dobrej książki to to, że czas przy jej czytaniu biegnie szybciej (śmiech).

Jak wygląda rynek wydawniczy w Polsce – wydawnictwa same finansują nakłady czy należy w nich współuczestniczyć?

A tutaj wygląda to różnie. Są na rynku wydawnictwa, które zajmują się współfinansowaniem wydawania książek, szczególnie wśród początkujących pisarzy, jak też i takie, które są skoncentrowane jedynie na wielkich nazwiskach, bądź przekładach z literatury zagranicznej. Wydawnictwo Skrzat jest jednym z tych niewielu, które skupia w sobie zarówno znane nazwiska jak i autorów, którzy, tak jak ja, dopiero zaczynają swoją przygodę na rynku.

Chciałby Pan coś przekazać Polonii w Norwegii?

Kilkukrotnie byłem już w Norwegii u przyjaciół i za każdym razem spotykałem się z pozytywnie nastawionymi ludźmi. Tak więc, idąc za ich przykładem, przekazuję Wam od siebie ciepły uśmiech, bo wiem że z temperaturą w Norge bywa różnie.
Aaaa no i dużo czytajcie (śmiech)!

Komentarze

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Wpisz swoje imię