Polacy-mieszkańcy Norwegii. Poznajcie Wojtka

0

Polacy-mieszkańcy Norwegii

Wojtek

4 lata w Norwegii.
Z wykształcenia ratownik medyczny.
W Norwegii pracował jako operator wtryskarek. Obecnie szuka pracy.
Nie lubi brązowego sera 🙂

Dlaczego już nie pracujesz jako operator?

Zostałem zmuszony do takiej decyzji po części przez właściciela firmy… W pewnym momencie podjąłem decyzję, że ważniejszy jest mój stan zdrowia psychicznego. To trudny człowiek do współpracy. Mocno uprzedzony do Polaków, do ludzi w ogóle.

A ratownik medyczny? Nie chciałbyś wrócić do zawodu, który z sukcesami wykonywałeś w Polsce?

Hmmm… bariera językowa, której nie nadrobiłem ze względu na to, że w pracy, którą tu otrzymałem język norweski nie był wymagany. A to spowodowało poczucie braku obowiązku i lenistwo.

så snakker du norsk?

Bare litt (śmiech).

A dziś chciałbyś podszlifować norweski czy nadal uważasz, że angielski wystarczy w tym kraju?

Stawiam na norweski! Czuję się coraz gorzej nie znając tego języka.

Ktoś dał Ci odczuć to, że powinieneś zacząć się uczyć języka norweskiego?

Nie, absolutnie. To jest wyłącznie moje odczucie; nazwałbym je zażenowaniem, kiedy po raz kolejny muszę pytać napotkaną osobę czy porozmawia ze mną po angielsku mimo, że jestem tu już tak długo…

Norwegowie są tolerancyjni w niniejszych sytuacjach?

Większość Norwegów, z którymi miałem do czynienia są bardzo tolerancyjni, są niezwykle pomocni. To zupełnie inna mentalność niż w Polsce…

Nauczyłeś się czegoś od Norwegów?

Tak, a przynajmniej próbuję nauczyć się tego, że Norwegowie nie oceniają tak zuchwale drugiego człowieka; nie mają o nim z góry narzuconego zdania.

Czyli nie są uprzedzeni. A my, Polacy, jesteśmy uprzedzeni?

O tak! My jesteśmy bardzo uprzedzeni i to jest coś, co bardzo mi przeszkadzało w Polsce i przeszkadza do dzisiaj. Dla nas, Polaków, wciąż ważne są stereotypy, które otrzymujemy w spuściźnie po rodzicach czy dziadkach.

Mówisz o różnicach w podejściu do oceniania, czy samej mentalności obu narodowości – a zatem czy nauczyłeś się już wychodzić w samych kapciach do sklepu (od red. jak nie pada :))?

Haha! Nie jest to już dla mnie problemem, rzeczywiście! A Polacy wciąż postrzegają siebie wzajemnie przez pryzmat wyglądu; nie potrafimy sfokusować się na tym, co mamy do zaoferowania, a na tym jak wyglądamy.

A co mamy do zaoferowania? Tu, na emigracji?

Jesteśmy niezwykle pracowitym narodem, ale także dumnym. I to działa tak, że jeśli jesteśmy traktowani normalnie to w zamian dajemy 100%. Bo przecież nikt nie przyjechał tutaj aby celowo wykorzystywać program socjalny, aby dostawać forsę za nic. To jednak wciąż za mało, aby mieć lepszą opinię wśród Norwegów niż mamy… bo mamy kiepską.

Serio? Jest aż tak źle?

Klasyczny stereotyp Polaka to osoba, która przyjechała tu wyłącznie do prostej pracy fizycznej, lubi sobie wypić, szuka okazji do łatwego zarobku, niekoniecznie legalnego. Cholera, to mocno krzywdzące – nie uważasz? To się wciąż za nami ciągnie.

A Ty, robisz coś żeby odczarować ten wizerunek, stereotyp?

Jasne! Z Norwegami, których znam staram się budować relacje, które nie są oparte wyłącznie na imprezach, piwku i prostych sprawach. Próbuję zawsze przemycić dobre wartości i pozytywną opinię o naszym kraju. Nie turystyce alkoholowej: „przyjedź bo u nas jest tani alkohol”…. A raczej: „przyjedź bo jesteśmy mega gościnni, mamy wspaniałą kuchnię, bogatą ofertę kulturalną, świetną architekturę”. Eksponujmy to!

A zatem kraina mlekiem i miodem płynąca, a Ty zdecydowałeś się na emigrację…?

Bo jest różnica między byciem turystą, a obywatelem. I każdy kraj ma podobnie. Polska pod względem turystycznym jest świetnym krajem. Natomiast codzienność w naszym kraju i zmagania się z nią są już trudniejsze… Wyjechałem z kraju w dziwnych okolicznościach. Ktoś z boku mógłby powiedzieć, że miałem dobrą pracę na etacie, ze stałą umową jako ratownik medyczny. Ale wiesz, ten notoryczny brak satysfakcji z zarobionych pieniędzy, ciągłe zamartwianie się tym, czy wystarczy mi do kolejnej pensji… To zmusiło mnie do złożenia wypowiedzenia. Wierzyłem, że jest coś lepszego…

Jest coś lepszego? Te standardy życia się zmieniły?

Zmieniły się, owszem. Ale minusy emigracji dają mi się mocniej we znaki…

Minusy?

Przede wszystkim to bolesna rozłąka z rodziną, znajomymi, ale też rozłąka z Polską… Tylko wiesz, to jest taka rozłąka na zasadzie pewnych przyzwyczajeń, że idę do sklepu – rozmawiam po polsku,

idę do urzędu – rozmawiam po polsku, jeżeli chcę zarejestrować samochód – to znam wszystkie zasady. Tutaj musimy się uczyć wszystkiego od nowa. I to jest właśnie ten komfort życia codziennego, prozaicznego, którego mi tutaj bardzo brakuje…

Ty jesteś singlem?

Tak.

To wściekle trudne połączenie; emigracja i samotność…

To prawda, jedno z najtrudniejszych chociaż staram się nie myśleć o tym zbyt wiele. Podczas swojej 4-letniej bytności tutaj mam za sobą leczenie z depresji chociaż byłem pewien, że komu jak komu, ale mnie to się NIGDY nie przydarzy. Przecież w Polsce pracowałem z człowiekiem i brałem odpowiedzialność za jego zdrowie i życie i nie zawsze było po mojej myśli. Ludzie umierali, cierpieli, a ja potrafiłem złapać zdrowy dystans. I myślałem, że jestem mocny psychicznie, aż do momentu, kiedy przyjechałem tutaj… bo dopiero tutaj możesz się faktycznie przetestować. Pamiętam ten pierwszy moment solidnego załamania: przyjechałem do Norwegii w drugiej połowie października mając zaledwie samochód konserw i namiot. Na szczęście po tygodniu miałem już mieszkanie, a po kolejnych trzech pracę. Myślałem wówczas, że mam już wszystko… Aż do grudnia, kiedy okazało się, że nie dostanę urlopu aby pojechać do domu na święta. Wróciłem w wigilię o 16 z pracy i zostałem zupełnie sam. Zadzwoniłem do rodziców, ale robiłem dobrą minę do złej gry. A potem zostało już tylko puste mieszkanie i moje myśli, że nie mam w zasadzie niczego, co dawałoby mi szczęście… Nikomu tego nie życzę, ale jak ktoś chce przetestować swoją psychikę – niech spróbuje odnaleźć się w takiej sytuacji…

A co z poczuciem własnej wartości? Straciłeś trochę przy wykonywaniu pracy, która nie wymaga wykorzystania Twoich najlepszych cech i kompetencji?

O tak, straciłem. Zamieniłem bowiem, i to świadomie!, stopień swojej odpowiedzialności. Zamieniłem pracę z człowiekiem, jego zdrowiem i życiem na pracę z maszynami. I wiesz, to budzi niedosyt, nawet wtedy, kiedy o tym jakoś specjalnie nie myślisz. I odpuściłem tyle lat nauki, doświadczenia, dokształcania się w imię pieniędzy… I chyba nie jestem dumny z tego, co zrobiłem, ale póki nie jestem w stanie z tego normalnie żyć, wybieram pieniądze.

Miało być weselej, a wyszło sentymentalnie. Pozwól zatem na nieco łatwiejsze podsumowanie; żółty ser czy brązowy?

(błyskawicznie, bez zastanowienia) Żółty!!! Zdecydowanie! Brązowego nie dopuszczam nawet do myśli, hahaha!

…czyli co, norweskie specjały nie dla polskiego podniebienia?

Ja patrzę na kuchnię trochę przez pryzmat całej emigracji – warto jest spróbować wszystkiego, ale najważniejsze jest to, żebyśmy nie zapomnieli co nam smakuje….

Komentarze